|
Strona 1 z 7 Jakieś 50 lat temu na południu Polski pewien ksiądz, znany z niezwykle krótkich kazań, w czasie nabożeństwa Wielkanocnego stanął za kazalnicą i powiedział: "Pan Jezus zmartwychwstał. My zmartwychwstaniemy. Ale wy i tak w to nie wierzycie."
Ot, całe kazanie. Łatwo sobie wyobrazić, jakie wzbudził w ten sposób oburzenie, jakie usprawiedliwiania się parafian. Gdyby to samo kazanie miał wygłosić dzisiaj, powinien zmienić ostatnie zdanie na: Ale was i tak to nic nie obchodzi. Kiedyś było inaczej Gdy jeszcze byłem nastolatkiem w dyskusjach prowadzonych przy najróżniejszych okazjach najważniejsze było przedstawienie solidnych argumentów dowodzących, że taki czy inny pogląd jest spójny wewnętrznie i zgodny z doświadczeniem. Dzisiaj to za mało. Dziś każdy, kto chce przekonać drugą osobę do jakiejś racji musi zmierzyć się z problemem, który jeszcze niedawno był prawie nieznany, tj. obojętnością na prawdę. Kilka lat temu w brytyjskim The Sunday Telegraph (później jeszcze na internetowym blogu) pojawił się artykuł pod intrygującym tytułem: „Kogo obchodzi czy Chrystus zmartwychwstał?”. Autor tego tekstu pokazuje, jak bardzo zmienił się obecny świat w swoim stosunku do takich pojęć jak prawda, dobro czy zło. Postawy i zachowania, które kiedyś jednoznacznie oceniane były albo jako moralnie naganne, albo godne pochwały, dziś przez wielu traktowane są jako osobiste preferencje. Nie można już powiedzieć komuś: „Tak się nie robi!”, „Nie rób tak! To nie przyzwoite!” ponieważ nie ma wspólnego systemu wartości, na jaki można byłoby się powołać. Jeżeli każdy ma swoją prawdę i swoje racje, to ostatecznie nikt nie ma racji, bo wtedy nawet same słowa „prawda” i „racja” tracą swoje znaczenie. Jeżeli zaś ten sposób myślenia upowszechnia się w społeczeństwie, to ostatecznym skutkiem stają się obojętność, dekadentyzm i moralne zepsucie: wzrastająca ilość przestępstw, rozpadające się małżeństwa, chciwość, arogancja, itd. Po co bowiem żyć ofiarnie i uczciwie w świecie, w którym nic nie ma sensu, a wszelki wysiłek nie ma nawet żadnej wartości moralnej? Jeżeli rzeczywiście nie istnieje żadna wyższa przyczyna, dla której istniejemy, to „jedzmy i pijmy, bo jutro pomrzemy”. Jedyne, co się liczy to chwilowa przyjemność, która zresztą też jest bez sensu.
|