napis.png
     

Nasze newsy

Newsy z BSI www.Baptysci.pl

Biuletyn - Subskrypcja

Jeśli chcesz otrzymywać nasz Biuletyn - informacje o nowościach, konkursach itp. w naszym serwisie - zamów subskrypcję naszego Biuletynu. (Subskrypcja jest bezpłatna.)








Strona główna arrow Słowo Prawdy arrow Tematycznie arrow Świadectwa arrow Jabłoń i Jabłko, czyli świadectwo Matki i Córki
Jabłoń i Jabłko, czyli świadectwo Matki i Córki Drukuj E-mail
Autor: Anita Jabłońska   
Friday, 11 December 2009

Anita Jabłońska z córką Agatą (pseudonim Jabłko, czyli niedaleko pada jabłko od jabłoni)

Moja córka Agata i ja chciałybyśmy podzielić się świadectwem Bożego działania w naszym życiu.


Bałam się, że On nie poukłada tego tak, jakbym chciała

Nasze drogi do Chrystusa różnią się trochę. Ja, Anita, zanim przyjęłam Chrystusa, pokładałam nadzieje na szczęście jedynie w układaniu swoich spraw rodzinnych oraz pracy, itd. Szybko przekonałam się jednak, że nikt z ludzi i nic z rzeczy i zdarzeń nie jest idealne. Jako osoba, która od zawsze szuka ideałów, poczułam w pewnym momencie, że jestem przeraźliwie zawiedziona życiem i osobami mnie otaczającymi. Wyprowadzały mnie z równowagi coraz drobniejsze i mało ważne zdarzenia. Nie czułam już żadnego spokoju, a zwykłe rzeczy, które innym na co dzień dają radość, nie robiły na mnie najmniejszego wrażenia. Pojawiła się depresja. W pewnym momencie życia wiedziałam już, że sama nie dam rady tego poukładać. I chociaż wiedziałam, że powinnam zmienić swoje priorytety i niektóre zachowania, to bałam się, że kiedy poddam się Bogu, stracę kontrolę nad swoim życiem a On nie poukłada tego tak, jakbym chciała. Nadal więc próbowałam postępować „po swojemu” i czuć się z tym dobrze, ale nie przyniosło to pozytywnych rezultatów.

Agata od zawsze starała się żyć porządnie - nie sprawiała problemów, miała moje zaufanie i dobrze się uczyła. Bóg był dla niej daleki, na co dzień nic nie znaczył i nie sądziła, że może być żywy w jej życiu. Kościół ją nudził, przestała do niego przychodzić, a potem zaprzestała też jakiejkolwiek modlitwy. Pomimo to uważała się za wystarczająco dobrą, aby trafić do nieba - w końcu nigdy nie robiła nic bardzo złego. Piekło uważała za miejsce dla ludzi o wiele gorszych od niej samej.

Obydwie poczułyśmy większą potrzebę Boga, kiedy dotknęły nas problemy natury rodzinnej i mieszkaniowej. Kiedy zaprzyjaźniałam się ze szwagierką, ona popełniła samobójstwo. To wydarzenie bardzo przybiło nas obydwie. Agata poczuła wielkie pragnienie rozmowy z Bogiem i modlitwy dawały jej pewną ulgę. Ja natomiast, mimo modlitw byłam niepocieszona i bardziej niż wcześniej zawiedziona ludźmi.

 Dwa lata temu, szukając pomocy Boga poznałyśmy w Bornem Sulinowie Baptystów.
Ja pierwsza zaczęłam regularnie uczestniczyć w nabożeństwach niedzielnych tego Kościoła. Agata na początku miała pewne opory, nie podchodziła do tego aż tak poważnie jak ja. Dziwiła się, za co ci ludzie tak gorliwie dziękują Bogu i nie umiała być taka jak oni. Zawsze miałyśmy bardzo dobre relacje i rozmawiałyśmy ze sobą o wszystkim, tak też było i w tym przypadku. Nasze rozmowy coraz częściej obracały się wokół tematu Boga. Mobilizowałam ją też do spotkań z chrześcijanami – uczestnictwa w nabożeństwach czy grupie młodzieżowej.

 

Jest alternatywa - oddać ster swojego życia Chrystusowi

To ludzie z tego Kościoła otworzyli moje oczy na Ewangelię przedstawioną w Piśmie Świętym, które od dawna było dla mnie autorytetem, choć z nie odkrytymi jeszcze dla mnie prawdami. Otrzymałam odpowiedź na pytanie: „Dlaczego tyle zła widać w całej historii ludzkości?”. Po prostu wszyscy bez wyjątku jesteśmy grzesznikami zdolnymi do wszystkiego. Pocieszyło mnie to, że jest dla nas nadzieja. Jezus Chrystus już zapłacił za nasze grzechy. I choć słyszałam o śmierci Chrystusa wiele razy, nie zdawałam sobie sprawy z najistotniejszej w tym wszystkim prawdy. Aby móc skorzystać z ofiary, jaką poniósł Jezus, należy zaprosić i przyjąć Go do swojego życia i serca. Dopiero wtedy staje się On naszym osobistym Zbawicielem i możemy z radością czekać na życie wieczne.


Agata również była ciekawa, co Bóg ma jej do powiedzenia przez swoje Słowo. Ważne dla niej było to, że w oczach Boga jest tak samo grzeszna i brudna jak ci, których uważała za gorszych, i że z tym balastem w swoim życiu nie może trwać w wieczności z Bogiem, i zasługuje na piekło. Dowiedziała się jednak, że jest alternatywa - musi oddać ster swojego życia Chrystusowi.

Kiedy już wiedziałyśmy, co Chrystus dla nas zrobił, ja nie wiedziałam, jak mam Go przyjąć do swojego życia. Stało się to pewnego wiosennego dnia ubiegłego roku. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale po prostu postanowiłam, że nie tylko wierzę w Niego, ale i chcę pozwolić Mu rządzić moim życiem. Wspominałam już wcześniej o tym, że bałam się oddać Bogu kontrolę nad swoim życiem. Ale tamtego dnia postanowiłam, że oddam Mu ster, bo i tak sama nie potrafiłam dobrze sterować, i skoro w moim życiu już jest całkiem niezły bałagan, to należy spróbować przyjąć Bożą pomoc. Jeśli On tego nie naprawi, to na pewno nie zrobi tego nikt z ludzi, a ja nie ryzykuję niczym.
 Córka z kolei miała opory, ponieważ zaczęła myśleć, że jest zbyt brudna. Jaka zmiana! Wcześniej uważała, że jest lepsza od innych. Zrozumiała jednak, że ideałami nigdy nie będziemy i bez Boga jesteśmy całkiem „do niczego”.

Od tamtego czasu, choć nie rozpoczęłyśmy życia z Chrystusem w tym samym momencie, jesteśmy innymi osobami. Przede wszystkim, ja jestem radosna a depresja nigdy już nie wróciła. Wypełnia mnie spokój, bo wiem, jaki jest sens i cel mojego życia. Wiem też, że jestem bezpieczna, bo jest ze mną najpotężniejszy Stwórca Wszechświata. Wiem, że decyzje, jakie podejmuję zgodnie z Jego Słowem, są właściwe. Pomyślcie sobie, jaki to komfort: to nie ja martwię się o sprawy, ale mój Bóg. On wie najlepiej. On pomaga w moim małżeństwie, w pracy. Nie frustruję już (a przynajmniej o wiele rzadziej) swoich bliskich oczekując ideałów i martwiąc się o drobiazgi. Nie oznacza to, że nigdy się nie smucę ani nie denerwuję. Zdarza się to jednak rzadziej a smutek już nigdy nie przeradza się w depresję. Nie twierdzę też, że nigdy niczego mi nie zabraknie, ale Bóg będzie wiedział, ile mogę znieść i kiedy należy mnie ratować.

Agata twierdzi, że życie chrześcijanina jest wspaniałe, bo nie idzie przez nie sama, bo Bóg zesłał jej swojego Ducha Świętego. Ona również zdaje sobie sprawę, że to nie tylko wielka radość i nie zawsze to życie jest proste. To także walka ze starą naturą skłaniającą do grzechu. Jednak ma pewność, że w Chrystusie każda wojna jest wygrana. Również uczucie pustki zostało przez Niego uleczone. Już więcej nie zdarza jej się płakać z powodu braku sensu wszystkiego. Teraz ma jasno wytyczony cel, a Bóg jest jej przyjacielem i daje miłość, jakiej nigdy jeszcze nie zaznała.

Nasza relacja także się pogłębiła - nie tylko jako matki z córką, ale chrześcijanki z chrześcijanką. Często rozmawiamy o naszym wspaniałym Bogu i o tym, co nowego wyczytałyśmy w Jego Słowie. Trwamy ze sobą w społeczności, napominamy się i staramy żyć każdego dnia według Jego nauki. Mamy także nowych, wspaniałych przyjaciół, którzy tak samo jak my chcą wielbić Boga i żyć inaczej niż ten świat. Oni pomagają nam nigdy nie zapominać o łasce naszego Pana.

« wstecz   dalej »

Statystyki

Użytkownicy: 511
Nowości: 1348
Odsyłacze: 0
odwiedzających: 6489748

Kto jest online

Odwiedza nas 405 gości