napis.png
     

Biuletyn - Subskrypcja

Jeśli chcesz otrzymywać nasz Biuletyn - informacje o nowościach, konkursach itp. w naszym serwisie - zamów subskrypcję naszego Biuletynu. (Subskrypcja jest bezpłatna.)








Strona główna arrow Słowo Prawdy arrow Tematycznie arrow Życie chrześcijan arrow Przede wszystkim dużo miłości
Przede wszystkim dużo miłości Drukuj E-mail
Autor: Małgorzata Górnicka w rozmowie z redakcją SP   
Monday, 15 February 2010
Z Siostrą Małgorzatą Górnicką, Dyrektorem Baptystycznego Domu Opieki w Białymstoku, o życiu, śmierci, opiekowaniu się bliskimi oraz o wierze.

Słowo Prawdy: Jak to się stało, że siostra została Dyrektorem Domu Opieki prowadzonego przez nasz Kościół w Białymstoku?

Małgorzata Górnicka: W Domu Opieki pracuję od 1995 roku. Rozpoczęłam pracę jako pracownik biurowy. W momencie, gdy poprzedni Dyrektor odszedł na emeryturę, przejęłam po nim opiekę nad  tą placówką. Był to grudzień 2004 roku.

Dużo mi dało to, że najpierw pracowałam jako pracownik administracyjny, dzięki temu  miałam możliwość zapoznania się ze specyfiką placówki „od środka”. Oczywiście, pierwsze dwa lata nie obyły się bez stresów, ale obecnie tak ja, jak i Dom Opieki funkcjonujemy bardzo dobrze!

SP: Podejrzewam, że większość młodych czytelników Słowa Prawdy w ogóle może nie wiedzieć, że nasz Kościół prowadzi taką placówkę. Czy mogłaby Siostra opowiedzieć coś o jego historii?

MG: Ten Dom Opieki jest kontynuacją pracy Domu Opieki w Narewce. W tej miejscowości jeszcze przed wojną powstał baptystyczny, jak to wtedy się nazywało,  Dom Starców. I istniał tam do końca lat siedemdziesiątych.  Na początku lat osiemdziesiątych ten obiekt w Białymstoku został oddany do użytku jako Dom Opieki Kościoła Chrześcijan Baptystów.

SP: W jakim celu?

Przede wszystkim był przeznaczony dla opieki dla osobami starszymi ze środowisk ewangelicznych. Kiedy przejmowaliśmy ośrodek w 1995 roku, zastaliśmy 19 pensjonariuszy, czyli znacznie poniżej możliwości tego budynku, z czego jeden bardzo szybko odszedł. Wtedy podjęliśmy decyzję - oczywiście w porozumieniu z Radą Kościoła – że otworzymy ten Dom dla wszystkich chętnych. Inaczej nie bylibyśmy w stanie go utrzymać.

SP: Czy udało się zdobyć chętnych?

O, tak! Sukcesywnie, z roku na rok powiększaliśmy liczbę pensjonariuszy, dochodząc w pewnym momencie do 73. To było maksimum. Potem, ze względu na zmiany w przepisach przeciwpożarowych, musieliśmy liczbę tę ograniczyć do 66 osób. Ta liczba utrzymuje się już od kilku lat. To maksymalna liczba pensjonariuszy i w zasadzie tyle cały czas tu mieszka. Jak tylko zwalnia się miejsce, pojawia się ktoś nowy.

SP: Słyszałem, że placówka cieszy się bardzo dobrą opinią – istnieje kolejka na wolne miejsce. Czy to prawda?

Tak, to prawda.

SP: Ile osób czeka obecnie?

Jest osobna kolejka dla panów, osobna dla pań. W sumie, na dzień dzisiejszy jest około 15 podań. 

SP: Jak to robicie? Czy może Siostra „zdradzić przepis” na sukces takiej placówki?

Hm... trzeba mieć przede wszystkim dużo miłości w sercu. Dużo cierpliwości. Z osobami bardzo posuniętymi w latach w zasadzie trzeba postępować jak z dziećmi. Trzeba i przytulić czasem i ucałować, porozmawiać. W niektórych przypadkach świadomość jest już na poziomie dziecka. Nigdy nie wolno stosować siły. Absolutnie! Bardzo na to uczulamy naszych pracowników. A pracowników w zasadzie w znacznej większości mamy spoza Kościoła. Na 31 osób obsady, z Kościoła mamy 6 osób.

Staramy się tworzyć atmosferę rodzinną. Domu, ciepła. To jest najważniejsze. I oczywiście rzetelna opieka, spełnianie wszystkich obowiązków, które z opiekowaniem starszymi osobami się wiążą. Również staramy się stworzyć uczciwą i bliską relację z rodziną pensjonariuszy. Zachęcamy – mówcie, jeśli widzicie, że coś jest nie tak, coś można poprawić, zmienić na lepsze. Nie obrazimy się. Jesteśmy tylko ludźmi i o tym wiemy.

SP: Czemu ludzie w ogóle trafiają do Domów Opieki? Jakie zazwyczaj są powody?

Dożyliśmy takich czasów, że trzeba dorobić do emerytury. I jeśli taki starszy Tata, czy starsza Mama mieszka z dziećmi, czy nawet obok, a wymaga troski, już nie może przebywać sama, to zmusza taką rodzinę do przyjścia do nas. Poza tym czasem zdarza się tak, że po wizycie w szpitalu Mama czy Tata wychodzą całkowicie niesamodzielni, a do tego niejednokrotnie okazuje się, że muszą mieć kroplówkę, i rodziny same rozumieją, że nie są w stanie zapewnić takiej osobie w domu opieki.

SP: A jak to wygląda z perspektywy takiej starszej osoby? Jak przeżywa rozłąkę z domem?

To zależy od stopnia świadomości takiej osoby. Im mniejsza, tym łatwiej im to przychodzi. Ważne również jest nastawienie, z jakim dana osoba przychodzi. Spotykamy się z osobami, w których przypadku przyjście tutaj i zamieszkanie jest ich jak najbardziej świadomym wyborem, z troski o najbliższą rodzinę. Zdają sobie sprawę, że są dla niej dużym obciążeniem i same wybierają takie rozwiązanie. Takim osobom jest dużo łatwiej się zaadoptować. Gorzej, kiedy to rodzina jest zmuszona do takiego kroku.

SP: Wyobraźmy sobie, że jest chrześcijańska rodzina, która ma coraz więcej problemów z opieką nad swym seniorem. Pojawia się pomysł Domu Opieki, ale również i związane z tym obawy. Co Siostra by poradziła w takiej sytuacji? Czym się kierować w podjęciu decyzji?

Wszystko zależy od tego, jakie możliwości ma ta rodzina. Na pewno trzeba bardzo poważnie brać pod uwagę względy bezpieczeństwa. Zdarza się tak, że ktoś jest spokojny, może cały dzień przesiedzieć w domu, przedrzemać na foteliku, ma na tyle świadomości, że może jeszcze wziąć Biblię i poczytać – bo starsi ludzie zazwyczaj właśnie po Biblię sięgają, jeżeli chodzi o domy chrześcijańskie... Ale niejednokrotnie zdarza się tak, że jakaś starsza osoba odkręci gaz, albo w swojej nieświadomości stanie pod drzwiami, zamkniętymi, bo reszta rodziny poszła do pracy i muszą ją zamknąć, czy wyjdzie na balkon i krzyczy: „Ratunku! Pomocy!”...  Różne się sytuacje zdarzają. Warto się zapytać: jaka jest świadomość tej starszej osoby? To rodzina bierze na siebie ryzyko zapewnienia bezpieczeństwa i musi być świadoma, czy jest w stanie je zapewnić, czy nie. Przede wszystkim więc trzeba brać pod uwagę względy bezpieczeństwa tej osoby.

SP: Czy zdarza się, że pensjonariusz czuje się opuszczony?

Zdarza się.

SP: Czasem zastanawiam się, czy powinniśmy ulegać trendom zachodnim, w świetle których Dom Opieki jest rozwiązaniem zawsze właściwym. Czy nie powinniśmy jednak być bardziej ofiarni? Jak to obecnie wygląda?

Z pewnością świadomość Polaków się zmienia. Łatwiej na pewno opiekować się osobą, która nie stwarza problemów. Nawet patrząc po naszych pensjonariuszach, zazwyczaj pojawiają się tutaj ze względu na to, że są to osoby uciążliwe. No bo nie ukrywajmy – one się zanieczyszczają. W pokoju, na korytarzu – można sobie wyobrazić skutki, mając taką sytuację w domu. Może się zdarzyć, że mamy „wymalowane” całe mieszkanie. Poza tym osoby, które przebywają z takim podopiecznym non stop, 24 godziny na dobę, psychicznie mogą nie wytrzymać. Jeśli senior ma chorobę Alzheimera, czy demencję starczą, to w kółko powtarzają to samo. My tutaj przychodzimy do pracy wypoczęci, zmieniamy się, co któryś dzień – szczególnie opiekunowie i pielęgniarki tak pracują – więc my mamy warunki, by mieć cierpliwość do nich na te 12 godzin pracy. Natomiast jeżeli w domu taka osoba przebywa, to niestety, opiekunowie mogą psychicznie nie wytrzymywać.

Poza tym, osobom cierpiącym na demencję czy chorobę Alzheimera, bardzo często przestawia się dzień z nocą. Może się zdarzyć, że jak moi najbliżsi pójdą do pracy i mnie w domu zamkną, to ja prześpię cały ten czas. Oni wracają – są zmęczeni, chcą się przespać – a ja właśnie zaczynam funkcjonować, bo się wyspałem. I to również jest uciążliwe.

SP: Kiedy jednak można się przed taką decyzją o oddaniu do Domu Opieki wstrzymać? Czy zdarzały się takie sytuacje, że Siostra uważała, że dana osoba została przekazana tutaj zbyt wcześnie?

Zdarzały się takie sytuacje. Przede wszystkim chodzi o samodzielność. Taka osoba powinna być świadoma, samodzielna.

Często jest tak, że dziecko odwiedza Tatę czy Mamę w domu i zastaje w jakiejś niezręcznej sytuacji – wtedy pojawia się słusznie myślenie, że już czas taką osobą się zająć. Czasem wystarczy wziąć ją do siebie, zamieszkać razem. Czasem zdarza się jednak i tak, że po dwóch czy trzech dniach tak się ów senior da we znaki, że okazuje się niemożliwe dalsze funkcjonowanie. Starych drzew się nie przesadza i to jest prawda. Często więc opieka polega na dojeżdżaniu, pomocy w utrzymaniu domu rodziców. Póki dają radę, to jest jakieś rozwiązanie, ale naprawdę, na dłuższą metę tak się nie da. Niejednokrotnie spotykaliśmy się z taką sytuacją, że przychodziła do nas rodzina, żeby wziąć dokumenty, które należy u nas złożyć dla przyjęcia pensjonariusza. I mówili: a, my sobie jeszcze radzimy, jakoś to będzie. Odpowiadamy: drodzy państwo, nie liczcie na to, że długo tak pociągniecie. Szczególnie, jeśli w praktyce to na jedną osobę spada opieka nad owym rodzicem. Miesiąc mija i przynoszą dokumenty, mówiąc: jednak ma pani rację. Zdrowi ludzie funkcjonują inaczej niż chorzy. Nasz dzień się różni.

SP: Z tego co siostra mówi wynika, że kiedyś ludzie umierali wcześniej, prawie do końca sprawni. Teraz wydłuża się czas życia, ale niekoniecznie świadomego funkcjonowania?

Tak. To tak, jakby ten ostatni moment utraty kontaktu z rzeczywistością się rozciągał na długi okres czasu.

SP: I na ten czas Dom Opieki jest właściwym rozwiązaniem?

Myślę, że tak.

SP: Czym się kierować w wyborze takiego Domu? Nie każdy przecież może umieścić swego seniora tutaj?

Przede wszystkim opinią osób, które już swego bliskiego w danej placówce umieścili. My jesteśmy specyficzną placówką, kościelną. Pomimo tego, że obecnie wśród pensjonariuszy z kościołów ewangelicznych mamy tylko 5 osób, trzymamy się określonych zasad. Nie ma palenia i picia alkoholu, co zdarza się w placówkach świeckich. To ich minus. Oczywiście zdarza się, że ktoś palił nałogowo i tu trafił, wtedy nie sposób od razu go oduczyć, choć zdarzały się takie przypadki: przychodził palący, urwało się domowe źródło papierosów i przestawał palić. Plusem dla baptystów na pewno jest bliskość kościoła [budynek stoi obok - przyp. SP]. Jeśli są w stanie, pójdą sami na nabożeństwo. Jeśli nie – to pastor przychodzi, czy to z Wieczerzą, czy z wizytą duszpasterską.

Wszędzie mówi się o miłości, cierpliwości. Trzeba kogoś podpytać, jak to jest naprawdę. Jeśli chodzi o naszą placówkę, my pensjonariuszy mamy właśnie z polecenia – rodziny przekazują sobie „wici” – i tak do nas trafiają. Najchętniej na wczoraj. 

SP: Ile więc czeka się w takiej kolejce?

Różnie. Do kilku miesięcy. Jedna czy dwie osoby zazwyczaj są ciężko chore. Często oznacza to, że dużo czasu im już nie pozostało. Choć nigdy do końca nie wiadomo.

SP: Czy jest jakiś sposób, by jeszcze wpłynąć ewangelią na życie na tym etapie?

Oczywiście. Kiedy zaczynaliśmy pracę w 1995 roku, to ówczesny pastor, brat Ireneusz Dawidowicz przychodził do nas z posługą duszpasterską w każdy wtorek. Do wszystkich. Krótkie czytanie, krótkie rozważanie, modlitwa, najczęściej Ojcze Nasz. Wtedy jednak wciąż było sporo osób świadomych. Z czasem coraz więcej osób pojawiało się z chorobą Alzheimera, co utrudniało przebieg takich ogólnych spotkań. Mogło się zdarzyć, ze ktoś krzyczał, piszczał, coś sobie śpiewał. Dlatego wycofaliśmy się z nich. Od tego czasu skupiliśmy się na spotkaniach indywidualnych. W pokojach, bądź w świetlicy, dla chętnych. Część pensjonariuszy bardzo na te spotkania czekała.

Teraz natomiast pastor przychodzi na indywidualne zaproszenie, oprócz organizowania Wieczerzy dla tych pensjonariuszy, którzy nie są w stanie dojść do kaplicy. Poza tym rokrocznie organizujemy spotkania wigilijne. Pastor wtedy kierował wezwanie do wszystkich. Jest wtedy również okazja pośpiewać kolędy.

Staramy się również swoją postawą pokazać, że kochamy Pana Jezusa, że ich też kochamy, bez względu na ich stan. Wraz z nimi ubolewamy, że są tacy chorzy...  bo są to ludzie z rożnymi trudnościami. Szkoda nam ich. Trzeba czasem przytulić, czasem razem z nimi popłakać. Dużo miłości i ciepła. I przytakiwać. Nawet, jeśli nie są do końca świadomi, co mówią. Na pewno wykłócanie się, kłótnia nie jest już żadnym rozwiązaniem.

SP: Jeszcze jedno pytanie – na podstawie Siostry obserwacji – co robić, by się pięknie zestarzeć?

Przede wszystkim być świadomym. Świadomym przede wszystkim tego, kim jest Jezus. Kiedy patrzę na nawróconych pensjonariuszy i pensjonariuszki – oni są świadomi, że są starzy, że ich życie chyli się już ku końcowi, ale mają w sobie radość, bo wiedzą, dokąd idą. Nie ma czegoś takiego, że się boją tej śmierci. Cieszą się, że życie przeżyły z Bogiem. I w radości mogą odejść. Jeśli chodzi o osoby niewierzące, to… hmmm. Są bardzo różne charaktery. Od łagodnych do zbuntowanych, po bardzo nieprzyjemne w swym zachowaniu.

SP: A przyszłość?

Pracujemy. Zależy nam, by ludzie o naszym Domu mówili, że jest to placówka chrześcijańska. Rozwijamy się. Pan nam tak błogosławi, że niczego nam nie brakuje. Czasem słyszy się o trudnej sytuacji finansowej różnych placówek zdrowotnych, o kryzysie – my tego nie odczuwamy. Nie mamy tutaj żadnych zbytków, ale Pan Bóg się troszczy o nasze potrzeby. Aby starczyło na dzień dzisiejszy – i starcza.  Pomimo tego, że nie otrzymujemy żadnego wsparcia od państwa. Utrzymujemy się wyłącznie z opłat, które wnoszą pensjonariusze.

SP: Czyli można.

Można. Naprawdę można. Z Panem Bogiem można wszystko.

Prenumerata miesięcznika Słowo Prawdy

Materiał wersji online Słowa Prawdy jest TYLKO CZĘŚCIĄ materiału opublikowanego w wydaniu tradycyjnym miesięcznika. ZAMÓW SŁOWO PRAWDY W WERSJI ELEKTRONICZNEJ BĄDŹ DRUKOWANEJ!

Prenumerata:
Jeśli jesteś zainteresowany całą zawartością zachęcamy do wykupienia prenumeraty (koszt prenumeraty 12 miesięcznej wynosi 71,50zł (11 numerów) w wersji drukowanej lub 30 zł w wersji elektronicznej). Uwaga cena wyższa przy prenumeracie pojedynczego numeru, szczegóły na: http://dlajezusa.pl/dj/content/view/1376/206/

JAK ZAMAWIAĆ? Procedura krok po kroku...


1. Wpłać określoną kwotę na konto:
Słowo Prawdy, ul. Waliców 25, 00-865 Warszawa
ING Bank Śląski 20 1050 1054 1000 0023 1749 6905

Przygotowaliśmy formularz i blankiet do wydruku do wpłaty na Poczcie lub w banku:

Wypełnij i wydrukuj TUTAJ

2. Skontaktuj się z nami:
  • Przy zamówieniu wersji elektronicznej (w pliku PDF) prosimy o kontakt e-mailowy na adres: slowo.prawdy@baptysci.pl . Otrzymasz osobisty kod dostępu do pliku z Słowem Prawdy.
  • Przy zamówieniu wersji drukowanej zamówienie można przesłać na adres mailowy: slowo.prawdy@baptysci.pl lub skorzystać z formularza i blankietu do wydruku do wpłaty na poczcie lub w banku.

Miesięcznik Słowo Prawdy  |  Organ prasowy Kościoła Chrześcijan Baptystów W RP
Ukazuje się od 1925 r. Rocznik LXXXIV: 2009 r. Nr 1/2 (styczeń/luty) ISSN

Kolegium redakcyjne  |  Gustaw Cieślar, Mateusz Wichary (Redaktor Naczelny), Konstanty Wiazowski, Danuta Marcyniak, Aneta Krzywicka, Paweł Krzywicki
Adres redakcji i administracji: ul. Waliców 25, 00-865 Warszawa, tel./fax: +22 6242783

e-mail: slowo.prawdy@baptysci.pl
Redakcja i Administracja: Słowo Prawdy, ul. Waliców 25, 00-865 Warszawa

Konto bankowe
ING Bank Śląski 20 1050 1054 1000 0023 1749 6905

Statystyki

Użytkownicy: 571
Nowości: 1442
Odsyłacze: 0
odwiedzających: 7336673

Kto jest online

Odwiedza nas 381 gości