|
Strona 3 z 9 Kosztowne umiłowanie pokoju W latach trzydziestych XX w. bardzo silne były w Europie nastroje pacyfistyczne, które były skutkiem tragicznych przeżyć związanych z Wielką Wojną (jak wówczas nazywano pierwszą wojnę światową). Dlatego żaden liczący się w Europie polityk nie był gotowy poprzeć planu tzw. wojny prewencyjnej przeciw zbrojącej się na potęgę Trzeciej Rzeszy, jaki w imieniu Polski w 1934 roku wysunął marszałek Józef Piłsudski. Doskonale nastroje pacyfistyczne w swoich krajach wyczuwali premierzy: Wielkiej Brytanii - Neville Chamberlain, i Francji - Eduard Daladier - kiedy jechali w 1938 r. do Monachium podpisywać układ polityczny z Hitlerem wydający mu na łup Czechosłowację. Wspomniany brytyjski polityk wracał stamtąd z triumfującym uśmiechem i zapewnieniem: przywiozłem wam pokój. Jak się okazało, jedynie na 11 miesięcy. Nastroje pacyfistyczne we Francji (bardzo skutecznie rozniecane przez komunistów - to stały składnik tego zjawiska) były tak silne, że kiedy okazało się, że gra nie toczy się już o to, czy umierać za Gdańsk, ale za Paryż - ani armia, ani społeczeństwo nie były gotowe na większe ofiary. Pozornie potężna Francja padła po zaledwie sześciu tygodniach walk. Anglicy byli mądrzejsi i szybciej pozbyli się ugodowego bez granic Chamberlaina, swoim premierem wybierając Winstona Churchilla, który zaraz po upadku Francji zapowiedział: „Będziemy bronić naszej wyspy, bez względu na to, ile będzie nas to kosztowało, będziemy walczyć na plażach, będziemy walczyć na lotniskach. Będziemy walczyć na morzu i lądzie, będziemy walczyć na polach i na ulicach, będziemy walczyć w górach, nigdy się nie poddamy...”. Nie są to słowa, które łechcą ucho pacyfisty. A jednak dzięki temu Anglicy nie poszli śladem haniebnie kapitulujących Francuzów. To, w dużej mierze, na konto pacyfistów uważających, że dla zachowania pokoju lepiej ustępować Hitlerowi, należy zaliczyć 55 milionów ofiar II wojny światowej[2]. Ten przykład pokazuje nam, jakie niebezpieczeństwo płynie ze stawiania pokoju ponad wszystko. C. S. Lewis napisał: „O ile wojna może być sprawiedliwa, to pokój bywa grzeszny” (If war is ever lawful, then peace is sometimes sinful”). Nie da się już dłużej żyć wedle zasady: „Niech na świecie wojna, byle polska wieś spokojna“. Co w przeniesieniu na nasz grunt „duchowy”, miałoby znaczyć: niech świat zabija się w imię własnych celów, my mamy głosić Ewangelię i nic więcej nas nie obchodzi. Drugi wariant tej postawy wyglądałby natomiast tak: ja diabłu nie przeszkadzam, to i on niech mi w życiu nie przeszkadza. Czy wobec tego aby na pewno dobrze rozumiemy przesłanie, jakie zostawił nam Jezus? Większej miłości nikt nie ma nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich (J 15:13). Zauważmy, że Jezus umarł nie tylko za swoich ówczesnych uczniów, nie tylko dla nich dał się zabić. A to, że dał się zabić, jest niczym innym jak skutkiem tego, że podjął walkę o nich. Nie ustąpił diabłu za cenę własnego spokoju i pokoju dla świata.
|