napis.png
     

Nasze newsy

Newsy z BSI www.Baptysci.pl

Biuletyn - Subskrypcja

Jeśli chcesz otrzymywać nasz Biuletyn - informacje o nowościach, konkursach itp. w naszym serwisie - zamów subskrypcję naszego Biuletynu. (Subskrypcja jest bezpłatna.)








Strona główna arrow Słowo Prawdy arrow Tematycznie arrow Współczesność arrow Dlaczego pacyfizm jest złą odpowiedzią na zło?
Dlaczego pacyfizm jest złą odpowiedzią na zło? Drukuj E-mail
Autor: Włodek Tasak   
Tuesday, 17 January 2006
Spis treści
Dlaczego pacyfizm jest złą odpowiedzią na zło?
Czym jest pacyfizm?
Kosztowne umiłowanie pokoju
Wietnam - kto przegrał tę wojnę?
Pytania, których nikt nie stawia
Jezus - patron pacyfistów?
Dlaczego pacyfizm jest niebezpieczny?
Nie czas na wygodną neutralność
Przypisy

Wietnam - kto przegrał tę wojnę?

Drugim słynnym przykładem zaangażowania pacyfistów (tym razem amerykańskich, choć i zachodnioeuropejscy nie pozostali bierni) - co więcej uważanym za ich zwycięstwo - jest wojna w Wietnamie. Pod wpływem niekończących się demonstracji antywojennych i postawy mediów rząd USA ugiął się i wycofał się z walki, którą uznaje się za pierwszą w dziejach tego kraju przegraną wojnę. Czy słusznie? Z wojną tą związanych jest wyjątkowo wiele kłamstw, dlatego warto nieco przybliżyć jej okoliczności.

W powszechnej świadomości (utrwalonej przez propagandę lewicowych środowisk pacyfistycznych, mocno usadowionych w amerykańskich mediach, w tym w Hollywood, nie mówiąc już o komunistycznej propagandzie, jakiej poddani byliśmy przed 1989 r. w Polsce) USA zaatakowały Wietnam i toczyły tam imperialistyczną „brudną wojnę”. Tymczasem prawda jest taka, że w 1957 r. południowowietnamscy komuniści (tzw. Vietcong) rozpoczęli wojnę terrorystyczno-partyzancką przeciwko rządowi w Sajgonie[3]. Od 1959 r. w wojnę tę zaangażował się prosowiecki rząd w Hanoi chcąc doprowadzić do zjednoczenia tego kraju pod rządami komunistów. Na dużą skalę zaczęto przerzucać żołnierzy z północy, w wyniku czego w 1964 r. komuniści kontrolowali około połowy terytorium Republiki Wietnamu zamieszkanego przez 30 procent ludności tego kraju. W tym momencie do walki zaczęli się włączać Amerykanie, którzy się obawiali, że zajęcie przez komunistów całego Wietnamu będzie krokiem na drodze do stopniowego opanowania przez nich całej Południowo-Wschodniej Azji. Początkowo Stany Zjednoczone udzielały wsparcia poprzez wysłanie doradców wojskowych, jednak z czasem przerodziło się ono w rzeczywiste zaangażowanie militarne. Od 1965 r. amerykańskie (i południowowietnamskie) wojska toczyły skuteczne (choć okupione bolesnymi stratami) walki z komunistyczną partyzantką. Na początku 1968 r. przywódcy Wietnamu północnego odstępując od taktyki wojny podjazdowej podjęli zmasowaną ofensywę wojskową na miasta i bazy wojskowe południowego Wietnamu (tzw. ofensywa Tet) mająca doprowadzić tam do komunistycznego powstania. Zakończyła się ona ich całkowitą, okupioną ogromnymi stratami, klęską wojskową, ale także polityczną[4]. Był to jednak punkt zwrotny w wojnie wietnamskiej, bowiem od tej pory Amerykanie zaczęli zmniejszać swoją aktywność wojskową i redukować armię tam stacjonującą, chociaż komunistyczne wojska wietnamskie były już bliskie całkowitej klęski. Jak to możliwe?

Jest kilka tego powodów. Była to pierwsza wojna szeroko relacjonowana przez telewizję. Amerykanie widząc na ekranach telewizorów swoich zabitych i rannych żołnierzy bardzo boleśnie uświadamiali sobie ponoszone tam straty. Lata 60. to okres panowania młodzieżowego ruchu hippisowskiego „flower power” - bardzo pacyfistycznego z natury, którego słynnym hasłem przewodnim było: „make love not war” - „kochajcie się zamiast walczyć”, z zamierzoną dwuznacznością tego pierwszego zwrotu. W tamtych czasach mamy do czynienia z sytuacją trudną do pojęcia nie tylko dlatego, że „media darzyły większym zaufaniem oświadczenia nieprzyjaciela niż deklaracje rządu Stanów Zjednoczonych”[5], aktywność przeciwników wojny szła znacznie, znacznie dalej[6]. Po wycofaniu się USA z Wietnamu Południowego i pozbawieniu go wojskowej pomocy, komunistyczne wojska z północy do 1975 r. opanowały to państwo. Tym razem działania pacyfistów pociągnęły za sobą setki tysięcy ofiar w Wietnamie, Laosie i Kambodży[7], będących wynikiem oddania pola komunistom na tym terenie. Tego jednak zadowoleni z siebie pacyfiści nigdy nie chcieli wiedzieć. Co więcej wycofanie się USA z Wietnamu Południowego tak mocno nadwyrężyło międzynarodowy prestiż Amerykanów i ich chęć wojskowego angażowania się na arenie międzynarodowej, że pozwoliło to ZSSR w latach 70. i 80. XX w. na niezwykłą rozbudowę swoich wpływów na całym świecie (w Angoli, Mozambiku, Etiopii, Jemenie Południowym, Nikaragui, Afganistanie) - co każdorazowo pociągało za sobą wybuchanie w tych miejscach niezwykle krwawych wojen domowych (lub obronnych przed bezpośrednią sowiecką inwazją jak w Afganistanie).

Dlaczego przytaczam te przykłady? Aby pokazać, że uciekanie od zabrudzenia sobie rąk wcale nie uchroni nas od tego, by nie mieć krwi na rękach. Bóg uczył tej zasady już Ezechiela, mówiąc mu: Jeżeli powiem do bezbożnego: Na pewno umrzesz, a ty go nie ostrzeżesz i nic nie powiesz, aby bezbożnego ostrzec przed jego bezbożną drogą tak, abyś uratował jego życie, wtedy ten bezbożny umrze z powodu swojej winy, ale Ja uczynię cię odpowiedzialnym za jego krew. Lecz jeżeli ty ostrzeżesz bezbożnego, a on nie odwróci się od swojej bezbożności i od swojej bezbożnej drogi, wtedy on umrze z powodu swojej winy, a ty uratujesz swoją duszę (Ez 3:18-19). Nie jest to oczywiście dokładna analogia do np. powstrzymywania komunizmu w latach 60. XX w., ale myślę, że paralela tych sytuacji jest czytelna. Kto ma się przeciwstawiać złu, jeśli nie wierzący ludzie, którzy są wyczuleni na identyfikowanie zła, którzy są wrażliwi na cudzą krzywdę? Nie możemy całej rzeczywistości wokół nas podzielić na duchową, która nas zajmuje i materialną, od której wolimy się trzymać z dala, by nas nie skalała. Paweł napisał: Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj (Rz 12:21). Nie traktujmy tego wezwania w wąski sposób dotyczący jedynie duchowych ataków zła, które odnoszą się do sfery walki wewnętrznej o naszą duszę i ducha. A jeśli już sami nie chcemy się angażować w walkę ze złem, to przynajmniej nie atakujmy tych, którzy uważają, że powinni to robić.



« wstecz   dalej »

Statystyki

Użytkownicy: 511
Nowości: 1348
Odsyłacze: 0
odwiedzających: 6486912

Kto jest online

Odwiedza nas 256 gości